środa, 23 lipca 2014

Rozdział 3

,,Oczami Elizabeth''
-Rose, pospiesz się!- krzyknęłam.
-Nie wiem w co się ubrać...- odpowiedziała mi.
-Jakbym słyszała siebie.- powiedziałam i niechętnie wstając z kanapy Morganów podeszłam do Rosalie stojącej bezradnie przed otwartą szafą. Przeglądnęłam jej zawartość i wyciągnęłam jedną z sukienek. Była czerwona, z odkrytymi ramionami, w tali zwężona, ale rozkloszowana poniżej.
-Załóż.- powiedziałam patrząc to na sukienkę to na Rose z błyskiem w oczach.
-Ta sukienka do mnie nie pasuje... ten kolor... i w dodatku tyle odkrywa.- stwierdziła Rosalie z grymasem na twarzy.
-Nie marudź, będzie świetna. Zakładaj, bo musimy iść jeszcze do mnie.- podsumowałam i wcisnęłam jej sukienkę. Dziewczyna westchnęła, ale posłusznie poszła się przebrać.
-Idziesz z nami?- zapytałam plączącego się po pokoju Nathana.
-Nie będę się wpraszał.- odparł wesoło.
-Nikomu nie będzie przeszkadzało twoje towarzystwo, więc jeśli masz ochotę iść..- zapewniłam go.
-Lizy, w porządku. Mam inne plany.- stwierdził z lekko uniesionymi brwiami i uśmiechem na twarzy.
-I jak?!- z pokoju wyszła już przebrana Rose.
-Wyglądasz.... świetnie.- powiedziałam absolutnie szczerze. Na chwilę wręcz zaparło mi dech. Wiedziałam, że Rosalie to ładna dziewczyna, mimo że czasami to ''ukrywa'', ale nigdy nie myślałam, że aż tak.
-Lizy, wszystko dobrze?- spytała z troską i niepewnością w głosie.
-Tak, po prostu wyglądasz olśniewająco i....- nie wiedziałam co chcę powiedzieć.
-Ok, powiedzmy że rozumiem.- uśmiechnęła się jednocześnie przygryzając dolną wargę.
-Gdzie jest moja prawdziwa siostra?- Nate nie mógł oderwać od niej wzroku.

Godzinę później byłyśmy już pod moim domem.
-Wejdź.- powiedziałam w tym samym czasie wyciągając klucze z drzwi.
-Są twoi rodzice?- spytała Rose przekraczając próg.
-Raczej nie, tata w pracy, a mama mówiła coś o kursie gotowania.
Zostawiłam klucze na szafce w holu i razem z Rosalie skręciłyśmy do mojego pokoju. Zapaliłam światło, a Rose rzuciła się na moje łóżko. Wyciągnęłam z szafy dwie sukienki i stając przed lustrem zaczęłam je do siebie przykładać.
-Jak myślisz, która będzie lepsza?- zapytałam patrząc na lustrzane odbicie Rosalie.
-Ta czarna .- odpowiedziała mi bez większego zainteresowania.
-Ok, to idę się przebrać.- westchnęłam.
-Mogę użyć tych twoich perfum?.- zapytała Rose.
-Pewnie, bierz co chcesz.- odparłam i zniknęłam za drzwiami łazienki.

Godzinę później byłyśmy już prawie pod klubem.
-No i gdzie oni niby są?- zapytałam niemrawo, rozglądając się po ludziach. -No cóż, wejdźmy bez nich.- dodałam i za rękę z Rosalie, ruszyłyśmy do wejścia.
-Czekaj, wydawało mi się że widziałam tam Lily.- powiedziała Rosalie gwałtowanie się zatrzymując. Obie spojrzałyśmy w zaułek na tyłach klubu z którego słychać było śmiech.
-Chodźmy do nich.- powiedziałam i wyrwałam się w tamtą stronę.
-Nie wiem czy to dobry pomysł...- odparła zniechęcona Rose wlokąc się za mną.
-Musimy sprawdzić czy to oni. Lepsze to niż sterczenie i czekanie na nic.- odparłam ucinając temat i zagłębiłyśmy się w dosyć wąskim przejściu między dwoma budynkami.
-Czekałyśmy na ciebie i resztę, ale widzę że nie potrzebnie, bo sami zaczęliście zabawę.- zmierzyłam Lily wzrokiem. Była w towarzystwie około 10 osób, ale nie znałam żadnej z nich. Nie dostrzegłam wśród nich też ani Chrisa, ani Arthura.
-Ciekawe czy Christopher byłby zadowolony gdyby cię zobaczył w takim stanie...- mruknęłam. Wiedziałam, że Lily już była na haju. Chris- owszem lubił imprezować, sam na pewno nie był święty, ale nie lubił widzieć Liliany w stanie gorszym od siebie. Lily zaczęła coś gadać i smęcić, mając przy tym niezły ubaw i kpinę wymalowaną na twarzy.
-Ok, zabiorę cię do domu.- westchnęłam. Choć to dziwne, Liliana nie protestowała.-Zaraz, zaraz; ty zostajesz.- powiedziałam do Rosalie, która ruszyła za nami.
-Jak to? Sama?- zdziwiła się Rosalie.
-Arthur i Chris się gdzieś tu kręcili.- wydukała nieobecna Lily.
-O! Widzisz, znajdź ich. Poza tym ja też zaraz wrócę, tylko odprowadzę Lily do domu. Nie chcę żeby sama się błąkała... w tym stanie.- spojrzałam na nią poirytowana.
-Ale...
-Cicho. Nie ma ale. Zaraz wrócę i tak jak obiecałam, będziemy się bawić na całego.- dodałam Rosalie otuchy, posyłając jej jednocześnie ciepły uśmiech.


,,Oczami Arthura''
-JESZCZE JEDEN! JESZCZE RAZ!.... ŁOHOU!- krzyczeli obok jacyś ludzie do Chrisa.
-Stary, dopiero po dziewiątej, a ty już w takim stanie, zluzuj trochę.- zatoczyłem się na niego i oparłem na ramieniu siedzącego przy barze kumpla. Christopher powiedział coś tak niezrozumiałego, że nawet nie siliłem się żeby powtórzył. Nagle poczułem na ramieniu czyjś dotyk.
-Arthur..?- usłyszałem delikatny ale podwyższony głos pośród dudnienia basów z muzyki i wrzasków ludzi. Obróciłem się z brwiami lekko uniesionymi do góry, starając się bronić przed coraz ciężej opadającymi powiekami.
-Rose..- stwierdziłem widząc przed ją przed sobą. Miała smutny, a może raczej zawiedziony wyraz twarzy. Wyglądała jeszcze cudowniej niż zwykle. Patrzyłem na nią tępym, beznamiętnym spojrzeniem. Wstyd mi było za siebie i za to że takiego mnie widzi. Rosalie. Dziewczyna w której bujam się od tak dawna i boję się powiedzieć to co bym chciał. Jest nieśmiała ale i zbyt onieśmielająca żeby powiedzieć co się czuje na trzeźwo i jednocześnie zbyt wyjątkowa, żeby powiedzieć To bez żadnych środków rozluźniających. A teraz stoję sobie przed nią najebany. Tak po prostu.
-Lliy powiedziała że tu jesteście, więc przyszłam...- powiedziała i jej wzrok powędrował gdzieś za moje ramie. Obróciłem się tak by widzieć to co ona i poczułem jakby złość i jeszcze większy wstyd za Chrisa w naprawdę opłakanym stanie.
-Chyba lepiej będzie jak...- zaczęła Rose spuszczając wzrok, ale przerwała jej nadchodząca Elizabeth.
-Tu jesteście!- odparła z entuzjazmem i uśmiechem, ale gdy tylko zobaczyła co jest grane, wyraz jej twarzy kompletnie się zmienił.
-Bo my...- zacząłem, patrząc to na Lizy, to Rose.
-Odpuść. Pogadamy jak wytrzeźwiejesz.- stwierdziła Elizabeth przygryzając dolną wargę.
-Daj spokój Lizy..- odparła cicho Rosalie. Zdziwiłem się że stanęła w mojej obronie, ale ucieszyło mnie to. Pomyślałem nawet, że może ona też coś do mnie czuje, ale to chyba jednak niemożliwe. Mimo to spojrzałem na nią wymownie, starając się zdobyć na wdzięczność w oczach, choć nie do końca wyszło tak jakbym chciał. Wtedy Elizabeth chwyciła Rose za nadgarstek i zniknęły gdzieś w tłumie. Zanim odeszły rzuciłem tylko krótkie ''Przepraszam''.

,,Oczami Niny''
-Dziewczyny, przepraszam was, ale nie dam rady przyjść. Ale obiecuję, że kiedyś wam to wynagrodzę.- powiedziałam przytrzymując telefon ramieniem. Rozmawiałam z Lizy i Rose jeszcze chwilę. Po zakończeniu rozmowy odłożyłam telefon na toaletkę i usłyszałam krzyk mamy z kuchni.
-Nina, mogłabyś jutro wybrać się do sklepu po parę rzeczy?- zapytała moja mama. Miała na imię Julie. Była dosyć wysoka, jej oczy były koloru szarego, jak na biało-czarnych zdjęciach, tyle że miały w sobie charakterystyczny błysk. Miała długie, proste włosy z prosto ściętą tuż nad oczyma grzywką w kolorze blondu z ciemnymi pasmami. Mimo że mama była już trochę po czterdziestce, wyglądała na młodszą, choć cały efekt psuła zmartwiona mina. Odkąd ona i tata się rozwiedli, mało kiedy widzę ją z uśmiechem na twarzy. Wiem, że jest jej ciężko, dlatego staram się jej pomagać i wspierać jak mogę. Trochę tęsknię za ojcem, nie widziałam go od 3 lat.... albo i więcej. Przysyła mi tylko kartki na urodziny i święta. Czasem zastanawiam się czy za nami tęskni, czy może jest mu lepiej w Miami ze swoją nową dziewczyną i jej synem.
-Nina... słyszałaś o co cię prosiłam? - mama zapytała przyglądając mi się uważnie, ale z uśmiechem.
-Przepraszam, zamyśliłam się..- odparłam i posłałam jej przepraszający uśmiech.
-Pytałam czy nie poszłabyś zrobić jutro zakupów, mam teraz tyle na głowie, że nie mam czasu nawet na zakupy...-mama łyknęła w pośpiechu kawę z jej ulubionego kubka w zielone i różowe paski. W tym samym momencie włączyła się jakaś aplikacja w telefonie mojej mamy.- Aj, spóźnię się na tą kolację...-odparła o mało nie zadławiając się kawą.
-Mamo, nie dam rady... muszę jeszcze odebrać Bena z przedszkola bo prosiła mnie o to pani Cohen, skoczyć do banku, iść do biura odebrać te projekty o które prosiłaś i zająć się psem jakiegoś znajomego pana Trace'a, bo powiedział mu, że nikogo lepszego nie znajdzie. Dzisiaj nawet nie poszłam nawet na tą całą imprezę na którą się umawialiśmy, bo muszę napisać to podanie...-odparłam przytłoczona moim jutrzejszym planem.
-Co to za pani Cohen?- zapytała mama nie mogąc się na niczym skoncentrować.
-Nasza sąsiadka z dołu. Mieszka pod 9.- westchnęłam przyglądając się zamieszaniu jakie wokół siebie stwarza swoimi roztargnionymi ruchami.
-Faktycznie. Jestem tak zabiegana, że nawet nie mam czasu dla ludzi. Nie mam czasu na nic!- rzuciła zakładając swoje burgundowe szpilki.
-A co to za kolacja?- zapytałam z zaciekawieniem, jednak nie chciałam tego okazywać. Oparłam się o róg łuku prowadzącego z kuchni do salonu.
-Szef zaprosił wszystkich na kolację z okazji wygranych przetargów.
-A.
-Naprawdę nie znalazłabyś chwili na te zakupy? Zostawiłam listę na lodówce.- spojrzała na mnie błagalnie.
-Naprawdę nie wiem czy dam rade, ale się postaram.
-Przepraszam, że nie mam dla ciebie czasu..- spojrzała na mnie z dołu, kończąc walkę z butami.
-Nie szkodzi.-odparłam uśmiechając się sztucznie, ale mama chyba tego nie zauważyła, tylko w pośpiechu wyszła rzucając szybkie ''Pa''. Gdy tylko drzwi się zamknęły, głęboko westchnęłam i przygryzłam policzek od środka, jeszcze przez chwilę stojąc oparta o łuk. Wtedy zadzwonił telefon.
-Słucham?- powiedziałam, bo nawet nie zobaczyłam kto dzwoni.
-Nina? Musisz mi pomóc...- odparła podekscytowana Liliana. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dom Elizabeth

wtorek, 17 czerwca 2014

Rozdział 2

,,Oczami Rosalie''
-Co za ludzie, nie wiem jak ty i Nathan tu wytrzymujecie!- powiedziała do mnie oburzona Nina, zaraz po tym jak odwiedzili nas sąsiedzi, skarżąc się na zbyt głośną muzykę. Tak naprawdę to nie my słuchaliśmy muzyki, ale wina i tak spadła na nas. Jak zwykle zresztą.
-Na waszym miejscu zaczęłabym odpłacać im się tym samym.- dodała i rzuciła się na kanapę Lily.
-Dajcie spokój. Też mnie to irytuje, ale nie chcę robić afery.- odparłam.
-Ale jakiej afery, to byłby tylko taki rewanżyk. Sami cię do niego prowokują, więc nie rozumiem w czym rzecz. Nie bądź takim mięczakiem.- podsumowała Nina.
-Nie jestem mięczakiem, tylko zachowuje się dojrzale... w przeciwieństwie do nich.- wzruszyłam ramionami.
-A co na to wszystko Nate?- zapytała Elizabeth.
-Jego spytaj.- uśmiechnęłam się znacząco i wzięłam do buzi kolejną łyżkę lodów.
-Siemaneczko!- przywitał się w nadzwyczajnie dobrym humorze Chris, a za nim Arthur którzy właśnie weszli.
-Co Wam tak wesoło?- zapytała Elizabeth podczas gdy Christopher już całował się namiętnie z Lily.
-Chodźmy do klubu.- powiedział Arthur, a Chris dodał:
-Mamy co świętować! Nasza drużyna dostała się na krajowe mistrzostwa! A dzięki komu?- entuzjastycznie mówił Chris i ze szczęśliwym uśmiechem patrzył co chwila na Arthura.
-Arthurowi??- zapytała niezbyt pasjonująca się koszykówką Lizy.
-W rzeczy samej! Nasz kapitan- tu wskazał na Arthura- w ostatniej sekundzie zapewnił nam zwycięstwo swoim rzutem za trzy punkty.- podniecony Chris poklepał chłopaka po plecach. Dopiero w tym momencie zorientowałam się że wszyscy mamy uśmiech na twarzach. Kiedy oczy moje i Arthura się spotkały, poczułam jak robię się lekko czerwona, więc szybko odwróciłam wzrok.
-Faktycznie to dobra okazja by gdzieś się wyrwać.- stwierdziła Nina z uznaniem.
-Mało ci po wczorajszej imprezie? Jeszcze dobrze nie wytrzeźwiałaś a już chcesz następną.- stwierdziła z uśmiechem Elizabeth. 
-A co mam niby w przyszłości wspominać? To chyba oczywiste, że w młodości trzeba się wyszaleć, żeby na stare lata z uśmiechem na twarzy przypomnieć sobie jak to fajnie by było znów mieć 18 lat.
-Tsaa.. o ile będziesz coś pamiętać.- stwierdziła bez żadnych emocji Lily, tym samym wywołując u nas śmiech.
-O. A co to za narada?- zapytał Nathan, który właśnie wszedł do mieszkania.- Nie ciasno tu wam?- prychnął śmiejąc się przy tym.
-Właśnie, my się będziemy zbierać. To o 21 w ''Paradise City''?- spytał Chris idąc z Lily za rękę ku drzwiom.
-Może być.- odparliśmy zgodnie i pożegnaliśmy ich. Zaraz za nimi wyszła Nina, tłumacząc się, że obiecała mamie zrobić zakupy i wyprowadzić psa sąsiada. W pomieszczeniu został tylko Nathan, Arthur, Elizabeth i ja.
-Która jest godzina?- zapytałam.
-W pół do czwartej.- opowiedziała Lizy upijając łyk z butelki jabłkowo-miętowego soku, grzebiąc przy tym w telefonie.
-Zjadłbym coś.- odparł Arthur i już był koło lodówki.
-Jak chcecie mogę nam wszystkim zrobić kanapki.- zaproponowałam i czekałam na ich reakcję.
-Z czym?- zapytała podejrzliwie Elizabeth, po czym w swoim pięknym uśmiechu ukazała swoje nieskazitelnie białe zęby.
-Z masłem orzechowym. Pasuje?
-Może być.- powiedzieli jednogłośnie Arthur i Elizabeth.
-Nathan, ty też chcesz?- zapytałam mojego brata, który od dwudziestu minut siłował się z nowym wzmacniaczem do gitary.
-Wszystko jedno, możesz zrobić.- rzucił obojętnie, nie odrywając się od swojego zajęcia.
-Cofnij!!- krzyknęła Lizy do Arthura kiedy ten skakał sobie po kanałach. Arthur posłusznie przesunął o jeden lub dwa kanały wstecz i wokół rozbrzmiała piosenka ''Hero'' Family of the year. Elizabeth od razu zaczęła śpiewać a ja niedługo potem do niej dołączyłam. Z tą piosenką wiązało się tyle wspaniałych dla nas wszystkich wspomnień. To przy niej Lily i Chris poznali się i tańczyli, a teraz są parą. W między czasie Nate zaczął dorabiać nam chórki razem z Arthurem. Im dłużej śpiewaliśmy, tym bardziej się z siebie śmialiśmy. Potem byliśmy w jakby lepszym humorze i wszystko nas bawiło. Po zażegnaniu głupawki wybiła 17.00. Od tej pory we czwórkę oglądaliśmy do godziny 19.30 programy w telewizji i kawałek filmu ''Trzy metry nad niebem''.
-Ja się już zbieram.- westchnął Arthur i wstał.
-Co tak szybko?- zapytał mój brat.
-Muszę przed imprezą załatwić jeszcze parę spraw na mieście.
-Mamy się o ciebie bać?- spytała Lizy.
-Bez obaw, poradzę sobie.- stwierdził z uśmiechem patrząc to na mnie to na Elizabeth jednocześnie zakładając kurtkę.
-Nie byliśmy pewni, tak tajemniczo mówisz.- dodałam i odwróciłam wzrok.
-No nic, na razie.- podsumował Nathan. My również pożegnałyśmy się z chłopakiem, a ten opuścił mieszkanie.
-Jeszcze trochę i trzeba się zacząć szykować na imprezę.- stwierdziła Lizy.
-Chyba nie pójdę.- odparłam wzruszając ramionami.
-Nawet mnie nie denerwuj! Idziesz choćbym cię miała zaciągnąć tam siłą. Idź się szykuj, a potem obie pójdziemy do mnie, bo jakbym cię zostawiła to jeszcze faktycznie byś nie poszła. Co ja tobą mam..- westchnęła Lizy, a ja przysłuchiwałam się jej z uśmiechem, ale też odrobiną niechęci.
-Kto jak kto, ale ja to na imprezy się nie nadaję.- odparłam skupiając się na szklance z mrożoną herbatą. -Wy się idźcie bawić, a ja zostanę, i tak będę tam tylko siedzieć.- dodałam.
-Musisz iść! Choćby dlatego, że to po to aby uczcić sukces chłopaków i gwarantuję ci, że już ja się tobą zajmę.- powiedziała z szaleńczym uśmiechem Elizabeth.Westchnęłam bo wiedziałam, że jak Lizy sobie coś postanowi, to małe szanse że odpuści.
-Idź się przebrać.- powiedziała i kiwnęła głową w stronę szafy.

niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdział 1

,,Oczami Liliany''
-Wiesz, że  trochę przesadziliśmy?- zapytał mnie Chris.
-Może.- odparłam obojętnie wpatrując się w falujący ocean. W tafli wody odbijał się leniwy wschód słońca, a wiatr delikatnie muskał nasze twarze. 
-Twój ojciec raczej nie będzie zadowolony.- odparł biorąc łyka piwa. 
-O ile w ogóle będzie go to obchodzić. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego.- zmarszczyłam brwi i posłałam mu odrobinę gniewne spojrzenie. Christopher przez chwilę nic nie mówił i siedział z piwem na jednej ze skał.
-To nie jego sprawia.- rzuciłam.
-Prędzej czy później i tak się dowie.
-Ale czy ty rozumiesz że mam to gdzieś? To niech się dowie.-powiedziałam w złości i po chwili przytłaczającej ciszy dodałam- Ugh, przepraszam. Po prostu dostaję szału na samą myśl o moim ojcu.
-W porządku. Może to nawet lepiej.
-Hmm?
-Pomimo tego konfliktu z policją, impreza była udana.- wytłumaczył z szalonym uśmiechem. 
-Wiesz co, masz rację. W końcu raz się żyje.- stwierdziłam i również się uśmiechnęłam na wspomnienia z minionej nocy. Siadłam obok Chrisa i oparłam głowę na jego ramieniu. Chłopak objął mnie mnie prawą ręką, w lewej nadal trzymając do połowy wypełnioną butelkę.
-Imprezy na plaży często się tak kończą.- stwierdził tym samym ostatecznie zamykając ten temat. 
-Dzwoni mój ojciec.- powiedziałam patrząc na wyświetlacz. Chris wiedział że nie odbiorę, ale mimo to zaczął  obserwować moją reakcję. 
-Chodźmy stąd.- odparł mój chłopak, kiedy faktycznie odrzuciłam połączenie.- Jeśli chcesz możemy iść do mnie. 
-Nie, nie jestem tchórzem. 
-Zuch dziewczyna- odrzekł Chris i mnie pocałował.- Mogę pójść z tobą.-zaproponował.
-Nie trzeba odparłam. Poradzę sobie. 
-Ok, ale w razie czego dzwoń.
-Dobrze.- tym razem to ja go pocałowałam.
Godzinę później byłam już w domu. 
-Impreza się udała?- odparł mój ojciec jak tylko weszłam. Siedział na kanapie i oglądał TV. 
-Jestem już dorosła.- powiedziałam, gdyż wiedziałam do czego zmierza. 
-Dorosła? Może i masz 19 lat, ale dorosłość nie przychodzi z wiekiem, a ty zachowujesz się jak dziecko.
-No właśnie. To teraz się zastanów, kto od śmierci mamy co tydzień sprowadza sobie do domu jakieś dziwki? Ja?- warknęłam z wyrzutem.
-Mam prawo ułożyć sobie życie z kimś innym, bez względu na to czy ci się to podoba czy nie.
-Ułożyć życie.. na kilka dni? A potem co, znowu przyjdzie jakaś laska, która będzie chciała zastąpić mi mamę? Jesteś pieprzonym egoistą.- stwierdziłam i ruszyłam ku schodom. 
-Martwię się o ciebie.- dodał i powędrował za mną wzrokiem. Zastygłam w miejscu i na mojej twarzy nieświadomie pojawił się szyderczy uśmiech. 
-Tak? A od kiedy?- zapytałam, a po chwili dorzuciłam- To niedługo będziesz miał jedno zmartwienie mniej. Mam zamiar wyprowadzić się do Chrisa.
-To wcale nie było śmieszne.- na początku nie wierzył w to co powiedziałam.- Chcę dla ciebie jak najlepiej, rozumiesz?
-W takim razie zostaw mnie w spokoju.- powiedziałam z ogromną powagą.- To moje życie, a ty nigdy nie będziesz jego częścią. Zrobię to co uważam za słuszne, jeśli popełnię błąd; trudno, przynajmniej będę miała nauczkę na przyszłość. Naprawdę mam zamiar się wyprowadzić.
Po wypowiedzeniu tych słów ruszyłam na górę. W ogóle nie było mi żal mojego ojca. Udaje że mu na mnie zależy, chociaż tak naprawdę ma mnie gdzieś. W niezbyt dobrym humorze dotarłam do swojego pokoju. Ciężko wzdychając rozpuściłam swoje włosy, które jak dotąd spięte były w kucyka. Roztrzepując je ręką, wybrałam zestaw w który zamierzałam się przebrać. Nie zajęło mi to zbyt długo. Wzięłam ubrania i poszłam prosto do wanny. Słyszałam że ktoś do mnie dzwonił, ale nie fatygowałam się odbierać i wychodzić z kąpieli . Stwierdziłam, że później oddzwonię. Po wyjściu z wody, założyłam na siebie wygodne dresy i przydużą bluzę. Siadając na łóżko jednocześnie wzięłam do ręki telefon i sprawdziłam kto dzwonił. Okazało się że była to Elizabeth. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Willa Lily




A oto i jest pierwszy rozdział! :) Postaram się aby to opowiadanie zaciekawiło was swoją fabułą i odrobinę zaskakiwało :D Niebawem dodam rozdział 2, a tymczasem zachęcam was do komentowania ;*